::twoj donos::

2010
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
styczeń
2008
listopad
czerwiec
kwiecień
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
ja i problemy innych
dzisiaj bedzie pod tytulem ja i problemy innych
duzo osob mi sie zwierza, co z grubsza mi nie przeszkadza a nawet przyjemnie łechce moje ego, bo to mile gdy ludzie obdarzają cię zaufaniem - w końcu okazuje się, że nie jesteś bezdusznym potworem jakiego chca widziec w tobie kolezanki i koledzy z writv, ale milym i fajnym czlowiekiem.
Do konca nie wiem na czym to polega, bo jesli chodzi o pocieszanie to czuje sie w tym beznadziejna, glownie dlatego, że za często mówię prawdę (lub mówię co myślę) więc to raczej nie zawsze jest fajne, więc naprawdę nie wiem o co chodzi
Podejrzewam, że znaczenie ma tu mgr psychologii przed nazwiskiem - tyle że to było dawno i nieprawda no i na studiach nie zajmowałam się terapią a reklamą, no ale może chodzi poprostu o efekt placebo.
Tak czy tak czuje się odpowiedzialna za swoje rady i niebezpieczna w swoim psycho - natchnieniu. Ludzie nie sluchajcie moich rad. sa wyssane z dupy.
a pozniej przychodz jeszcze reklamacje, albo gratulacje udanej rady, a propos rad o ktorych nie pamietam, co bym je komuś udzielila.
a moja siostra potrafi pocieszac jak nikt inny na swiecie.

a dzisiaj znow dlugie gadanie, znow pocieszanie. nie, nie meczy mnie branie na siebie cudzych historii. czasem tylko marze, zeby ktos wzial na plecy moje drobne problemy, ktorych czasem jest za duzo.

zwykle niewielu chetnych.

a ja mysle, ze niewiele trzeba by dac cos drugiemu czlowiekowi.

i tak. jestem banalna.



o.
2010-03-17 20:01:13
skomentuj (1)
zamiast pisac

Krakow. Biblioteka na rajskiej. Przyjemna jasna cicha ogromna przestrzeń – odpręża. Ludzie skupieni, niektórzy bardzo piękni, inni raczej zwyczajni, każdy zamknięty w swoim małym świecie. Ja znów nie mogę się skupić, powinnam przychodzić to o 8 rano i siedzieć do wieczora. Jak do pracy. Czytać i pisać – ale nie takie bzdury, ale poważne rzeczy.

Wczoraj krotkie chwile z J i K. zabawne jest to jacy oni strasznie są poważni i samodzielni i dzielni w ogóle, ale nie tak – zabawnie szyderczo, tylko w jakiś sposób pięknie, wzruszająco.

 

Druga rzecz, że czuje coś do psychopatów (czy raczej socjopatów) – czy jestem na tyle cyniczna, że bawi mnie oswajanie ich, bo jest to trudniejsze niż w przypadku zwykłych ludzi, a więc jest większym wyzwaniem, czy raczej jestem na tyle naiwna, że wierzę, że mogę im pomóc, że w jakiś sposób mogę dać im coś więcej. W cichości serca liczę jednak na tą pierwszą opcję, bo kto by chciał być naiwnym frajerem.

 

Z drugiej strony zauważam, że nieoczekiwanie niczego od nikogo bardzo ułatwia życie, w sensie – przestałam przeżywać drobne zdrady moich przyjaciół czy tam znajomych – że jak się umawiam – oni nie odwołują spotkania, że jak potrzebuje pomocy – oni są, że jak dzwonie – podnoszą słuchawkę. Takie drobne rzeczy.

 

Te drobne rzeczy jednak są dla mnie ważne. Postawa nie oczekuję od ciebie już niczego jest bardzo wygodna i przyjemna, ale sprawiła że już nie mam przyjaciół.

 

Czy ciężko być moim przyjacielem?

Ciekawe…

 

Po trzecie – robie wszystko, żeby nie wziąć się do konkretnej roboty, co nie jest fajne.

 

Po czwarte – wkurwia mnie JS i mój jej konstrukt w mojej głowie. Spierdalaj z mojej głowy.

 

Koniec.



o.
2010-03-05 13:21:04
skomentuj (0)
/

Emocje poskręcane jak sprężyny, chciałabym móc to opisać, potrafić tak władać słowem, żeby przelać to co czuję, niestety jest to niemożliwe. taki dziwny stan, kiedy mam ochotę schować się w szafie, jest mi źle i chętnie zrobiłabym coś by dotknąć się miłym i miękkim różowym pędzelkiem do odpędzania demonów, zanurzyłabym się w pachnącej kąpieli topiącej smutki, ale równocześnie wiem, że właśnie teraz powinnam rozdrapywać ten ból do bólu, nie odpuszczać sobie, nie szukać miękkich chusteczek do ocierania łez, ale siąść do ciężkiej pracy, właśnie teraz pisać, do krwi do mięsa do duszy i serca.

Ostatnio, jak już dawno nie – taki dzień, kiedy jedyny sensowny powód by wstać z łóżka to żeby podciąć sobie żyły. Rzyganie rzeczywistością, rozsypywanie się zachowując przytomność, sto kilo ołowiu w ciele.

Proszę k. zostań jeszcze chwilę, teraz jak nigdy potrzebuję ludzi obok, potrzebuję, by ktoś był po prostu, zwyczajnie po ludzku mówił do mnie, odzywał się, jakby głos miał mnie uratować, przed zupełnym opadnięciem w ciemność.

Proszę k. wypij ze mną herbatę, bo teraz nawet proste czynności są dla mnie ważne. Przedłużam sobie życie o kwadrans, kwadrans słuchania głosu, jakiejś niematerialnej namiastki bliskości, namiastki człowieczeństwa.

Każdego dnia, pokonać coś w sobie, zamknąć swoje demony w klatce racjonalnego myślenia, udawać twardą dopóki sama w to uwierzę.

Zaciskam pięści.



o.
2010-02-18 23:25:03
skomentuj (1)
spadajac w poziomie
rozmowy o babilonie, o samotnosci, nagle odkrywanie zatartych dawno wiezi, zataczamy kregi, ladujemy w innym tym samym miejscu, w innym stanie skupienia w innym stanie umyslu i to jest ciekawe, to jest jedyna dana nam glebsza rzecz, obserwowalna dluzej niz obejrzenie jednego filmu na youtubie, niz przeczytanie jednej notki w wikipedii.
urywane kontakty, linie przeywane, wykropkowane, niedostepne
czy zmiany w nas samych sa rownie latwo dostrzegalne, rownie pasjonujace, czy moze przerazajace, z potwora w ksiezniczke, z ksiezniczki w potwora - mniej wiecej raz na dwa tygodnie i wiem, ze kiedy jest dobrze, za chwile bede musiala spasc, ale teraz jeszcze na chwile, pozwol mi leciec, pozwol mi wierzyc, ze cos w powietrzu istnieje naprawde, ze to nie tylko marne slowa, miotane na wietrze, ze to nie tylko przypadkowe urywki zdan, z ktorych powstaje sensowana calosc, ze to moze jest cos, czego mozna sie uchwycic spadajac w poziomie

o.
2010-01-05 00:24:22
skomentuj (0)
pare postanowie
najbardziej lubie wyszydzac wasne teksty. w zasadzie pod kazdy z tu opublikowanych moglabym dorabiac kolejny z komentarzami, albo moze powinnam pisac w komentarzach - stwarzajac sobie wrazenie autora i czytelnika rownoczesnie, czyli bedac dla siebie calym swiatem. co tak czy tak sie dzieje i bez tego. sama jestem dla siebie, ale wynika to raczej z ulmnosci, ze nie potrafie kgos prjac nadluzej, ze ludzie generalnie mnie draznia... chociaz do wielu z nich am i tak duzo cierpliwosci to ciekawy takie dwie osobowosci - jedna, kiedy u mnie dobrze i nie mam problemow kaze dzielic sie kazda najmniejsza posiadana czastka energii w czasie jednak gdy energia na ledwosci na mnie sama starcza - gryze kasam i wkurwiaja mnie mechanizmy ktorych uzywaja ludzie  ktorych wiem az zbyt dobrze i ktore w gruncie rzeczy powinnam olac, ale im wiecej widze manipulacji i gierek tym bardziej doprowadza mnie to do szalu zwlaszcza zas emocjonalny szantaz. ohyda.
ale...
dzisiaj sylwester moze wiec powinnam bardziej skupic sie na jakichs noworocznych postanowieniach... wiec na pewno pierwsze bedzie spolecznie niefajne i nieakceptowalne zapewneco wiecej prawdopodobnie niezbyt krzystne dla mnie ale:
jak najmniej zalezec od ludzi, jak najmniej im ufac i na nich polegac. uczynic moje zycie wolne od emocjonalnych zwiazkow ktore niosa za soba jedynie roszczenia i pretensje
rozwijac siebie w stopniu najwyzszym w jakim jest to ttlko mozliwe
nie odpuszczac. nigdy.
zeby kompromis zaczynal sie tak gdzie kończą się napisy końcowe
i tyle chyba coo moge sobie postanowic - generalnie - prac, praca mordercza praca.- reszta to juz kwestia szczescia i talentu nad czym nie mam kontroli zatem czego nie moge ujmowac w postanowienia
ponadto z wycieczki do berlina, ktory znam dosc dobrzec choc ciagle tak malo: nigdy przenigdy nie jechac do obcych miast w zimie, bo zawsze bedzie to udreka uciekania pred mrozem z rownoczesna udreka, ze tylu jeszcze waznych miejsc sie nie widzialo
- podobnie jak z wiedniem
zima nadaje sie raczej jedynie do siedzenia w domu na dupie i nadrabiania cztelniczo - filmowych zaleglosci.
w moim wypadku obecnie na tapecie - sontag i kafka.

o.
2009-12-31 17:05:04
skomentuj (1)
krotka refleksja

Zadziwiajace ze mlodym ludziom tak bardzo podoba się dom zły, ze chodza, ze patrza, ze widza, ze to o czyms waznym, zze wbija ich w fotel i ze jest tam prawda o człowieku, to im się podoba, ze jest prawda i moc

Ze człowiek skarlony przez system, w systemie karleje, ze jest o najgorszej ludzkiej stronie o chciwości, bezduszności nienawiści, ze to jest szczere, ze nie ma sciemy

W tym wszystkim tez sila wyrypajewa, ze pisze o ludziach zapomnianych przez Zycie, którzy drapieżnie chca czegos od zycia i to sobie biora bez względu na konsekwencje i ze to jest jakos uniwersalne, ze zlo jest w nas, ze w każdym i ze to zlo przychodzi w białych rękawiczkach, ze się go nie spodziewamy i nie jesteśmy gotowi i nie dopuszczamy do świadomości

Ludzie spragnieni prawdy i bliskości, spragnieni tlenu którym nie potafia oddychac, bo kto nigdy nie oddychal tlenem natychmiast rzuca się na niego łapczywie i staje się uzależniony.

Chciałabym potrafic nazwac wszystkie te mysli które kraza mi po glowie.



o.
2009-12-25 00:20:24
skomentuj (1)
pomiedzy pieczeniem ciast a robieniem pierogow

Kiedy uciekam nagle blisko mi do ludzi i chyba ludziom bliżej do mnie. Co oczywiście jest banalne – ale tak mocno patrzymy na swiat przez pryzmat swoich doświadczeń, ze ciezko jest wyjsc ponad to i nie dokonywac subiektywno-emocjonalnej oceny innych. Znajduje siebie żeby znaleźć innych. Ciesze się ze swojego spokoju. Ludzie powrotem mnie inspiruja. Rzecz w tym, żeby być tylko z tymi z którymi jest dobrze. Na reszte nie chce mieć czasu. SA tez tacy którzy nie maja czasu dla mnie. Nie rozpaczam. Tak już jest. Trudno. Gubimy się i znajdujemy po drodze. Samotność to najtrudniejszy ale również najbardziej naturalny dla mnie stan umysłu. Nasiakam. Chciałabym żeby ten stan trwal jak najdłużej, bez pytania o to czy jestem czegos warta, bez braku wiary w siebie, który jest moim cieniem. Ostatnio ktos życzył mi, żebym nie przepraszala za swoje filmy i żebym była ich odrobine pewniejsza. Obiecuje – będę się starac.

Ostatnio zrobiliśmy sobie z J i K kulturalna wycieczke do warszawy – wyrypajew razy dwa. Malczewski. Wizyta w instytucie teatralnym. Pozytywna energia na koniec roku. Dzieciaki klocace się i objaśniające mi zawiłości KP i lewicy w ogole – dochodza do wniosku ze w zasadzie najlepiej nic nie robic (J) albo najlepiej tylko pomagac i robic cos dla innych (K). czuje się troche jak bohater pornografii.

Trzeba pomyśleć nad noworocznymi postanowieniami – główne i pierwsze powinno brzmice – wiecej opisywac swiat mniej opisywac siebie i mysle ze wtedy będzie to dobra droga.



o.
2009-12-23 17:51:05
skomentuj (0)
wieczory w kato

Wieczorne rozmowy. M. od jakiegos czasu mocno zmęczony i opadły z sił i entuzjazmu. Nie łatwo z nim rozmawiać, bo trzeba wyczekac na dobry moment aż sam zacznie mówić, klasycznie też nie zawsze jestem przekonana do swoich rad, choć pelna jak najlepszych intencji, staram się słuchać, analizować i możliwie najlepiej pomagać, że niby mam do tego przygotowanie zawodowe, ale jak tu się zawodowo przygotowac do życia. Nijak. Siedzimy więc tak razem w kuchni, ja palę szlugi a M. trąca nosem świecące gwiazdki przymocowane przy wyjściu na balkon (mieszkanie operatorów – więc i światło musi być nastrojowe). Tak strasznie lubie m. że chciałabym jakoś dac mu więcej otuchy i siły, ale tanie pocieszanie nie wchodzi w grę, więc gimnastykuję się by poprawić mu humor, ale tu potrzeba konkretnego rozwiązania, analizy rzeczywistości, rozpoznania problemu i systematycznych działań, więc staram się naprawdę a równocześnie łypie na niego tkliwym okiem, bo jest mi przecież przyjacielem, a troche jak dzieckiem, a troche jak bratem i siedzimy tak w kuchni, czasem sobie milcząc, a czasem mówiąc o czymś ważnym, a czasem żeby się wygadać tylko a czasem o najistotniejszych w życiu sprawach. Siedzimy w kuchni. M. trąca nosem gwiazdy.

W szkole zaskakująco dobry dzień. Piszemy scenariusze do 30, każdy prezentuje swój pomysl i o dziwo, każdy mówi o czymś ciekawym, czymś zupełnie swoim ale bardzo określonym i przez to interesującym, zanika krytykanctwo, rodzi się ciekawość i wzajemne inspirowanie się. Nie ma K. Ulga  i spokój. Relacje stają się możliwe. Oczywiście jak mniemam chwilowo.

Teraz jeszcze trzeba wykorzystac moment i w koncu ubrać w słowa parę pomysłów. Orka na ugorze, ale trzeba. Prorocze okazaly się slowa, które S. kazała nam wyryc na naszych segregatorach – musicie od siebie wymagać, chociażby nikt już od was niczego nie wymagał. Niestety prawda, choć tak przyjemnie byłoby tkwić w wiecznej licealnej kontestacji



o.
2009-12-23 17:38:54
skomentuj (0)
cameri.

Najpierw o dniach ostatnich. Łódź. W natłoku wybujałych rozmów, niespełnionych marzeń, czy pragnień czekających na realizację i konfrontacje z rzeczywistością. Chowam się w tłumie. Niepewnie wypatruję J. szukam sylwetki K. staram się uciec prze D. – wszystko z pogubienia w relacjach, wszystko z przekonania, że samotność jest dużo bezpieczniejsza niż podkopywanie mojej wiary w siebie, czyli wszystko z lęku, ze strachu przed nieszczerością ze strachu o własną dupe i cześć bezpowrotnie utraconą. Też. Nie chodzę na imprezy, bo wciąż słucham tych samych stereotypowych opowieści, ludzie jak z taśmy odtwarzają swoje historie – wciąż i wciąż na nowo – z szacunku do siebie – bo prawdopodobnie robie to samo, lepiej więc nie rozmawiać z ludźmi. Więcej. Nocne szwendy, czasem, krótko na chwile, może nawet nie nocne, bo zmierzch szybciej zapada, więc może wieczorne, lecz to miasto wykrzywione wydaje się być tak samo ponure o każdej porze.

Punkt pierwszy – kobieta na wózku stoi na ulicy, obok krawężnika – pomna zasady obojętności tłumów, podchodzę, bo już wiem, że krawężnik bywa trudną przeszkodą. Mówię coś, ale widzę tylko jej dzikie spojrzenie, pytam czy wszystko w porządku, ale nie dostaję odpowiedzi. Wariatka na wózku, patrzy na mnie z dołu – nieufnie czy może to jej sparaliżowana głowa nie pozwala spojrzeć inaczej, a może życie nauczyło ją patrzyć w ten sposób, a może to moje wielkomieszczuchowskie i tanie domysły. Wariatka. Wariatka. W końcu mówię jej, że wciągnę ją na chodnik, żeby nie potrącił jej samochód. Ok.? Ok. Odpowiada. Coś więc jednak dobija się do niej. Jej twarz – miała w sobie coś niezwykłego, była w pewnym sensie piękna i doskonała tylko zniszczona, młodo – stara, normalno – dzika, twarz lalki, twarz dziecka, twarz młodej dziewczyny doprawiona katasinym omsknięciem natury. Pociągająca, choć już jej nie pamiętam. Pozostało emocjonalne wrażenie i tego muszę się trzymać.

Ciąg dalszy, filmy poprzerywane 10 minutowymi  przerwami na ohydne kanapki i unikanie znajomych lub też nerwowe ich poszukiwanie.

Kolejny dzień – tym razem na skraju pomiędzy budynkami a chodnikiem, zasłaniana przez tłumek osób ustawiających się do przejścia dla pieszych siedzi – pijaczka, wariatka, żulica, desperatka może obłożona plastikowymi siatami, klasyczny element miejskiego krajobrazu. Nagle rusza, wkracza na czerwonym świetle na środek jezdni i kładzie się na wprost jadących samochodów wykrzykując gniewnie w ich stronę – desperacja, wyzwanie, oddanie swoich spraw w ręce losu, a może pijacka maligna, awanturnictwo czy jak by to można jeszcze nazwać. Samochody zatrzymują się i sprytnie starają się wyminąć niewygodny obiekt leżący pośrodku jezdni. Nieczułe na tragedię, nieczułe na alkoholowe wyziewy, odgrodzone bezpieczną warstwą karoserii pozwalającą zapomnieć o człowieku. Ludzie mijają ją także, zwykły element krajobrazu. Ja mijam ją także. Każdy ruch wydaje mi się zbędny. Moje działania niczego nie zmieniają. Aleksandra dziś nie zmienia świata. Aleksandra boi się, choć bardziej niż alkohol przeczuwa w tym kroku beznadziejny manifest, desperację. Każde wytłumaczenie tej sytuacji nie wydaje się być wystarczająco dobre. Element miejskiego pejzażu w mieście odwróconym na lewą stronę.

Później na pasach spotykam psa. Uroczy szczeniak. Za chwile zabójca. Pit Bull

Później jeszcze oglądam Generała Nila i myślę o moim pokoleniu, o świecie w którym żyję i dochodzę do wniosku, że nie ma wyjścia, nie ma ucieczki, że płynna papka zalewa nas robiąc z nas beznadziejne figurki z papier mache. Że tu się nic nie zmieni, że zacytuję czerskiego (wybiegając z myślą trochę do przodu) „nie ma nadziei dla Ojca Świętego”. To chyba najlepiej podsumowuje ogół tych przemyśleń, choć być może powinnam rozwinąć swoje myśli których nikt w skróconej formie nie rozumie. Co więcej ostatnio mam coraz więcej pretensji do ludzi, że nie reagują na rzeczy o których jedynie myślę a nie zdążam z ich wypowiedzeniem… No przecież o tym myślałam. Nie powiedziałam ci?



o.
2009-12-09 16:34:22
skomentuj (1)
podazajac za stylem rodem z smsa
rzadko jestem przy necie, ale - zdaje sie jak co roku postanowilam wygrzebac troche truchlo i pisac. nikt tu juz nie zaglada, kolejny internetowy zapomniany zakatek, kolejny smiec
wiec juz chyba tylko dla ciebie, jesli tu wejdziesz, z braku realnej komunikacji.
tak prosto - mozna mnie miec kiedy masz na to ochote, kiedy nie ma go w domu, albo kiedy jest, ale akurat nie uzywa netu
mozna mnie miec, kiedy cie nie bije, albo kiedy ty nie bijesz jego
kiedy sie nie klocicie - nowlasnie kiedy - jest jeszcze taki moment?
wiec: zanim wszystko, najpierw wiesci
tysiace kilometrow, rozne przestrzenie, swiaty, mieszaja sie miasta i ludzie, mieszaja sie wschody slonca ogladane zza okna mieszkania a czesciej zza okna samochodu
b. mieszka w gdansku, jest tam raz w tygodniu, ostatecznie to jednak lepiej ze nie mieszkam w gdansku, to by dopiero bylo wyzwanie
tymczasem krakow
krakow znaczy troche samotnosc.
do nikogo zadzwonic
z nikim rozmawiac
nie narzekam
i tak dawno juz skreslilam ludzi wokol tfu tfu przyjaciol.
sama nie mam dla nich czasu, nic wiec dziwnego, ze wszystko zaciera sie
btw zacierka to fajne slowo
zacierka - zupa na wodzie, masle i mace zdaje sie
zacierka - ten maly makaron ktory plywa w rzeczonej zupie
slowa slowa moja mala codzienna przyjemnosc
potrafia wyrazic tyle odcieni, mieszja sie jak farby. uwielbiam.

ponad takie donosy z rzeczywistosci
ksiazka: muzykofilia - czyli o tym jak fascynujacym narzadem jest mozg, czytam szybko i zachlannie. znow slowa wazniejsi niz ludzie. chociaz moze gdzies tak posrodku

ponadto - dni ostatnie uplywaja na rysowaniu czyli zajecia z dupont. fantastyczne zapomniane poczucie spokoju, jakie daje zanurzenie sie w rysunku - bez pretensji do swiata, bez ograniczajacego poczucia ze musze byc w tym dobra, poprostu, podążanie za kreską, cudownie relaksujące.
na dzis tyle
trzeba sie rozpisać
podązajac za stylem smsowym


o.
2009-11-18 18:43:37
skomentuj (1)
dzien
spadl snieg, spokojniej w mojej glowie. ciagle tyle do zrobienia, najważniejsze to staram sie nie porownywac - do nikogo, stworzyc sie osobnym bytem, stworzyc swoja niezaleznosc. dni mijaja znow za szybko. brak samochodu uciażliwy.
czas leci. ja w sieci
-zamiast robić coś pożytecznego

o.
2009-01-06 20:51:28
skomentuj (0)
nocnie
znowu cudowny czas kiedy zapomina sie o swiecie materialnym, nie ma czasu na jedzenie, za to sa dlugie wieczory i ciagly ruch - jeszcze nie zanmy kierunku, pomartwie sie pozniej
dookola obrazy, wszystko rozplywa sie przed oczami
w gore w dol
coraz wyżej coraz niżej
a wszystko w jakiejs nieobliczalnej zależności
dni przechodzace jedne w drugie
wszystko w przyspieszonym tempie
chwile
halas cisza


wszystko.

o.
2008-11-25 00:37:23
skomentuj (1)
Just to get by
This morning, I woke up
Feeling brand new and I jumped up
Feeling my highs, and my lows
In my soul, and my goals
Just to stop smokin, and stop drinkin
And I've been thinkin - I've got my reasons
Just to get by


o.
2008-06-19 15:15:34
skomentuj (1)
...
celem podtrzymania truchła przy życiu

o.
2008-04-30 05:58:23
skomentuj (0)
brrr
wieje. wieje mocno i deszcz zacina. zacina o szyby i zacina czas, cofa.
bezczas
pory roku odeszly w zapomnnienie
natura ma nas w dupie
nic dziwnego
wiatr wpada do pokoju nieszczelnym oknem
jesien w zimie, albo moze wiosna
dziwnie
fajnie
cos ożywczego w tym wietrze
choc nieprzyjemny

o.
2008-01-22 10:08:36
skomentuj (1)
brak mi już sił
znowu sie posypalo. FDK dalej bez sponsora a jutro obawiam się że jedyny który jest powie mi nara, więc też dość lipnie. mam już dość. Poza tym dochodzę do wniosku że nigdy nie będę żadnym reżyserem i że to jakieś mrzonki które nie maja szansy na realizacje i pewnie nawet nie są moimi marzeniami. Tak naprawdę - wcale nie lubie oglądać filmów, nie lubię chodzić do teatru. nie interesuje mnie to. Szczera prawda. Nie chce mi sie żyć. M. przychodzi z zajebistym filmem i nie zauważa że ja płacze. nie mam siły. Czasem myślę, ze jego gówno to obchodzi czego ja chcę w życiu, ma w dupie to czy ja wiem czy nie, doraźnie mnie wspiera, ale poza tym ważne jest dla niego żebym była obok - spełniam się czy nie w czym sie spełniam, - to wszystko jedno... Boli.
Potrzebuję oddechu i samotność a z drugiej strony przyjaciół których już dawno nie mam, bo przeciez jestem w zwiazku - wiezi próchnieją, nie ma z kim pogadac, wszystko sie zaciera.
i na koniec i tak pozostaje samotnosc zabijana przerzucaniem kanałów w telewizorze.
żałosna
żałosna
żałosna


o.
2008-01-08 18:18:11
skomentuj (1)
czas końca czerpania
tak piszę dziś troche od niechcenia, jak deszcz co sobie kapie bezcelu, dla smego pokropienia
nowy rok, jak zwykle niczego nie zmienia, przeszedł minął, nic się nie wydarzyło, końca świata nie było....
mam dość świata i ludzi, najchętniej bym się odizolowała, żeby choć na chwile móc usłyszeć siebie, żeby nie musieć się bać innych, zeby być niezależną od strachu przed
żeby naprawdę wiedzieć, czego chce
dlatego wszystkim mówię dowidzenia i sama nie wiem, jak to przeżyję.będę teraz we wrocławiu. Pewnie zupełnie nie mogę się wyciąć z szablonu rzeczywistości, ale chociażby schować, zatkać koreczek, przez który ludzie wlewają mi swoje życie i swoje problemy
nie liczę juz na to, że ktokolwiek mnie wysłucha i doceni powagę moich lęków, nie spłycając, nie banalizując, nie wyśmiewając, nie doradzając. w zasadzie muszę przełknąć to sama, ale jeśli mam być sama, to bez rozdawania się dookoła
czas końca czerpania

o.
2008-01-01 18:38:02
skomentuj (0)
...
taksowka za 10 min, wiec jeszcze chwile napisze

ranek - dlugie podruze tramwajem, deszcze wesolo pada, opracowanie adaptacji wyspianskiego, serce rozdygotane w rytm szarpniec tramwajo, niesione weselem mysli naplywajace zewszad, glowa napuchla od mysli
wyspianski

poludnie - freestylowy dzien kobie, organizacja, zajawka, sponsorzy, gadanie, budzety, inne sprawy wszystko inne


wieczor lzy, koniec dnia koniec dna

dziwne to

o.
2007-12-04 00:06:08
skomentuj (1)
zagwostka
samotne wieczory w montazowni mi nie sluza
rozwazam czy to ze:
nie dostalam sie do szkoly
mam prace ktorej nienawidze
nie mam pomyslow
nie moge wyjechac z wawy bo moj m. mnie znienawidzi


wiec rozważam czy to fakt i prawda czy użalanie się nad soba

bez odbioru

o.
2007-12-04 00:00:41
skomentuj (0)
?
w naszym kanale wentylacyjnym zamieszkalo male cos
male cos uczy sie grac na pekusji i co jakis czas z kratki wentylacyjnej dobegaja nas dzwieki jakby talerzy
moze ma niekompletna perkusje, bo nie ma werbli, tylko szmer talerzy
zastanawiamy sie z t. jak to cos moze wygladac i czy kiedys dokupi werble


o.
2007-11-28 15:51:01
skomentuj (0)


.
prostodo

ciuchy fajne...
EIYA - ajt

Kreative pause
pikapi
i
!
pocztowki2

absolutnie uwielbiam
komix
. .

znajomosci
krzychoooo is back
jola wiolonczeliska
marcelina
ania, parole i elorap
zebra
coco
MAGduszka

mam na oku
żulczyk
czerski
schwul
espresso
nicole

bywam
{smscontact}